Często udając się do koncertowych klubów, by posłuchać muzyki w jej najpełniejszej i najciekawszej odsłonie zastanawiam się, czym jest w ogóle muzyka i dlaczego klasyfikuje się ją jako rock, jazz, pop, czy alternatywę. Coraz częściej bowiem okazuje się, że takie czy inne szuflady nie mają sensu, bo liczą się oryginalne pomysły i emocje.
Tajniki brzmień, które zwykle opisuje się w kategoriach jazzu w przeróżnych stylistycznych odsłonach wspaniale pozwala odkrywać przytulna, kameralna przestrzeń klubu Kot. To tu na czwartym piętrze, na Scenie Monk praktycznie co tydzień odbywają się koncerty prezentujące różne odcienie takich dźwięków. W pierwszy kwietniowy czwartek zawitał tu Tomasz Chyła Quintet, którego działalność jest doskonałym dowodem na to, że nie wszystko jest takie, jak można sobie wyobrażać.
Jazz czy nie jazz?
Jazz, jak każdy inny rodzaj muzyki ma różne oblicza - dla jednych jest to wyrafinowana, pełna skomplikowanych sekwencji forma oparta na dialogu instrumentów i technicznych popisach, przyswajalna tylko dla tych wtajemniczonych, obeznanych w najdrobniejszych szczegółach każdego instrumentu, dla innych zaś po prostu punkt wyjścia do improwizacji i poszukiwania różnych form muzycznej ekspresji i sięgania po różne, także te najmniej oczywiste inspiracje.
Kwintet Tomasza Chyły tworzy pięciu znakomitych i niezwykle utalentowanych muzyków, którzy kochają bawić się dźwiękiem i poszukiwać tego, co nieoczywiste. Podstawą brzmienia są tutaj skrzypce, które prowadzą melodię popartą potężną sekcją rytmiczną, która sięga do mocy rodem z muzyki metalowej, gitarowymi odjazdami rodem z najdoskonalszych zakamarków progresywnego rocka i pejzaży malowanych przy pomocy trąbki. Grają tak, jak czują, tocząc między sobą muzyczne dialogi, angażując odbiorcę muzyką ambitną, ale nie pozbawioną lekkości i naturalności, znajdując złoty środek między techniką i przystępnością.
Nieoczywiste tańce
Sedno koncertu stanowiły kompozycje z doskonałego albumu "Music We Like To Dance To", ujmujące nieco skrytym, ale niewątpliwie tanecznym potencjałem i melodyjnym kołysaniem. Trochę połamane, poszatkowane, pokręcone, ale fantastycznie satysfakcjonujące otwartego odbiorcę. Pięknie brzmiały te skrzypce, wymykając się zarówno wpływom folkowym, jak i klasyczno-jazzowym. Tomasz Chyła grał na nich tak, jakby chciał roznieść scenę na rockowym festiwalu. Wtórował mu, sięgając po pokręcone riffy, nieprawdopodobne solówki i improwizacyjne odjazdy Krzysztof Hadrych, który opanował gitarę tak wspaniale, że prześcignął już niejednego dużo bardziej doświadczonego specjalistę od tego instrumentu. Konrad Żołnierek i Sławek Koryzno, zadbali o energię i moc u podstaw a Emil Miszk o to, by nie zabrakło w tym wszystkim jazzowej finezji. Pięknie się te wpływy uzupełniały i pięknie zabrzmiały w kociej przestrzeni, chwytając za serca publiczność, która stawiła się tego wieczoru naprawdę tłumnie. Odważę się pokusić o stwierdzenie, że był to najlepszy koncert, który miał miejsce na Scenie MONK od początku jej działalności.
Wytrwale do przodu
Tomasz Chyła Quintet to jeden z najciężej pracujących zespołów ostatnich lat, stale poszerzający grono odbiorców i zdobywający zaufanie publiczności nie tylko w kraju, ale nawet w dalekiej Azji. Dali się już poznać trójmiejskiej publiczności nie tylko na klubowych koncertach w Żaku, w Drizzly Grizzly czy na Sea You Music Showcase, ale też przy licznych nietypowych okazjach, jak festiwal Mozartiana, festiwal Cinematika w Centrum Św. Jana czy koncert na podwórku na osiedlu. O każdej z nich mogliście poczytać na łamach tej strony. Gdzie jeszcze zagrają? Z pewnością w niejednym nietypowym miejscu, a kolejne spotkanie z tą muzyką będzie niemałą przyjemnością.
To nie wszystko na ten temat. Już niebawem podzielę się z Wami rozmową z głównodowodzącym zespołu, który opowie więcej o swoich szerokich muzycznych horyzontach. Bądźcie czujni!
Więcej zdjęć z koncertu znajdziecie tu: https://www.muamart.pl/index.php/tomasz-chyla-quintet-iii/
oraz na profilach społecznościowych klubu MONK. :)